27 grudnia 2025 roku zmarł Zdzisław Kłos znany w świecie weterynaryjnym profesor warszawskiego Wydziału Medycyny Weterynaryjnej, człowiek nadzwyczaj zasłużony dla naszego zawodu, wprowadzający chirurgię weterynaryjną w XXI wiek. Był moim bliskim kolegą w czasie studiów (1961-1967). Potem nasze kontakty się rozluźniły i dopiero kilka lat temu wróciliśmy do bliższych relacji. Wynikało to z odkrycia, że oprócz spraw zawodowych łączą nas poglądy na sytuację w kraju, kierunki zmian i troska o przyszłość. Okazało się, że obaj na swojej zawodowej i obywatelskiej drodze dążymy do celu jakim jest silna, suwerenna Polska odwołująca się do tradycji chrześcijańskiej Europy, wartości opartych na nauce społecznej Kościoła (wyraźnie wskazanych przez Jana Pawła II) oraz etosu „Solidarności”. Uczestnicząc 5 stycznia br. w mszy świętej i uroczystościach pogrzebowych wróciłem wspomnieniami do czasów młodości i spróbowałem spojrzeć na życie z perspektywy dwóch epok w jakich moje pokolenie dorastało, żyło, a dziś powoli odchodzi na drugą, tę lepszą, stronę. Kilkoma refleksjami z tych przemyśleń postanowiłem podzielić się z przyjaciółmi i środowiskiem weterynaryjnym uważając, że w czasach kiedy nasze dzieci i wnuki poszukują drogi, jaką chciałyby zmierzać dorobek Zdzisia i jego wybory, którym był wierny przez całe życie, mogą stać się ważnym drogowskazem.
Już podczas studiów cieszył się w środowisku sympatią i szacunkiem wynikającym zarówno z kultury osobistej, jak i z wyrazistych norm moralnych (wyczuwanych w stosunkach z kolegami oraz w sumienności studiów). Takim był do końca. Tolerancyjny dla innych, pełen zrozumienia dla różnorodności. Dzielący się swoją wiedzą i doświadczeniem z rzeszą studentów, którym oprócz umiejętności zawodowych przekazywał zasady etyczne, niezbędne do wykonywania zawodu lekarza weterynarii. Obecność na pogrzebie bardzo licznej grupy wychowanków Zdzisia i słowa jakie o nim mówili zdecydowanie tę opinię potwierdzają. Drugą cechą wyróżniającą naszego Kolegę było zainteresowanie sprawami daleko wybiegającymi poza obszar weterynarii, sprawami przyszłości Ojczyzny i wyboru drogi, jaka się pojawiła przed Polską po roku 1989. To właśnie troska o kraj i poszukiwanie najlepszych form polskiego patriotyzmu nas zbliżyły.
I cecha trzecia. Jakże znacząca w czasach nihilizmu moralnego odwołującego się do hasła „róbta co chceta”. Dla Zdzisia najwyższą wartością była Rodzina (świadomie piszę to słowo dużą literą, gdyż tak wg mnie ją postrzegał). Obserwując w czasie uroczystości pogrzebowych jego dzieci, wnuki, braci i licznych krewnych odnosiłem wrażenie, że znajduję się w świecie, który dawno odszedł, ale do którego musimy powrócić, aby nasz naród nie rozpłynął się w niebycie internacjonalizmu. Jestem przekonany, że fundamentem tak wspaniałej polskiej rodziny był Zdzisio i jego zmarła przed paroma laty żona. Obojgu chciałbym, poprzez to wspomnienie podziękowa za to co zrobili dla kraju, weterynarii, rodziny i tysięcy ludzi, którzy ich wsparcia i pomocy oczekiwali.
Takich ludzi jak profesor Zdzisław Kłos będzie brakowało, ale pamięć o nim i dziedzictwo, które nam pozostawił powinny być wzorem dla przyszłych pokoleń, dla setek lekarzy weterynarii wchodzących na ścieżki tego pięknego zawodu. Kiedyś w jednym z wierszy napisałem : niech przyjaciele moi / przypomną czasami/ że choć błądziłem / chciałem z ziemi strząsnąć kurz. Zdzisio Kłos przez całe swoje – pracowite, pełne burz i słonecznych dni – życie ten „kurz” strząsał. Cześć Jego pamięci.
Wojciech Starzyński
23.01.2026 r.
Chcesz otrzymywać informacje o najnowszych wydarzeniach?
Zapisz się do naszego newslettera
